Szachowanie pionków, zbijanie królów
Jak widzicie, dowódca powyżej siedzi na koniu i ma na sobie ładniejszy pancerz od reszty. Możliwe, że ktoś z pozostałych ma o nim złe zdanie. Może myśli, że gdyby on dowodził, wynegocjowałby rozejm albo lepiej poprowadził ich w walce. Jednak nawet taki wątpiący wojak raczej nie zepchnie oficera z konia, nie założy jego pancerza i nie narzuci swojej woli reszcie. Prawdopodobnie wówczas oddział by zareagował, stanął po stronie dowódcy. A jeśli nawet wszyscy chcieliby się zbuntować, to nasz kolega zapewne czułby się bardzo niepewnie po takim przewrocie. W końcu czyż nie jest tylko szeregowym?
Jaki ten obraz ma związek z współczesną polityką i politykami? Cóż, trafia do mnie diagnoza, że wielu Polaków projektuje na obraz polityka podświadomy obraz siebie. Tzn. powszechna jest opinia, że większości polityków chodzi o to, żeby wycisnąć jak najwięcej państwowych pieniędzy. Żeby się nakraść, albo dla innych niskich żądz. Cóż, nie mnie oceniać ile dokładnie jest w tym prawdy. Ale sądzicie, że przeciętny Kowalski twierdzi tak dlatego, że zna tych ludzi? Albo że ma jakieś na chłodne przemyślane dowody dla takich oskarżeń? A może po prostu podświadomie czuje, że sam u władzy właśnie tak by się zachowywał? W kraju postsowieckim i po zaborach to nic dziwnego, że to siedzi tak głęboko w polskim mentalu. Wciąż wierzymy, że nasi urzędnicy, to nie jesteśmy ‘my’, tylko wroga nam, obca i niepojęta siła zewnętrzna.
Skądinąd pewien zagraniczny polityk, bardzo z resztą nielubiany przez naszą opinię publiczną, stwierdził, że takie ślepe ocenianie i szufladkowanie innych ma swoje źródło. „Kto przezywa ten tak siebie sam nazywa”. Jest w tym śmiesznym powiedzonku jakaś głębia – nasze słowa wobec innych pokazują prawdę o nas samych, naszym wychowaniu, emocjach itd. Jakie oceny uważamy za dopuszczalne i jak wysoko się stawiamy. No i jak w głębi serca postrzegamy siebie samych, skoro komuś obiektywnie podobnemu do nas tworzymy w głowie tak ohydną podobiznę. Cóż, nienawiść, jak sama nazwa wskazuje oznacza ‘nie widzenie’. Tworzenie w wyobraźni portretu wroga, negując szerszą wiedzę o osobie. A jeśli ktoś sądzi, że polityk nie może powiedzieć nic mądrego, to odsyłam do innego autora:
Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta
Ew. św. Łk 6, 44 – 45
No dobrze, ale może wielu polityków jest tak nieuczciwych, jak ich postrzegamy? Czy dążenie do władzy nie oznacza jednak egocentryzmu i pazerności? Szczerze mówiąc… nie jest to dla mnie zbyt ważne. Znacznie bardziej interesuje mnie, czy my, obywatele, naprawdę dostajemy racjonalne powody, żeby tak szufladkować i oceniać tę grupę. A może zapadliśmy na chorobę, która każe nam rozczarowania i kompleksy przekładać na łatwego kozła ofiarnego? W tej chwili abstrahuję od tego, jakie kto ma poglądy, które decyzje uważa za niesprawiedliwe i wrogie wobec siebie i swoich wartości. Chodzi mi o co innego.
To nie nasze poglądy każą nam wydawać wyroki i stawiać siebie w roli sędziego tych czy innych ważnych ludzi. Jakim sposobem co druga osoba wypowiadająca się w sieci ‘doskonale wie’, jaki polityk ma jakie zaburzenia psychiczne, czuje przyjemność z widoku umierających kobiet, chce, żeby kobiety dokonywały aborcji, albo celowo ignoruje wyczyny przestępców seksualnych? Pewnie krytyczne myślenie albo refleksja w ogóle to zbyt wybujałe oczekiwanie wobec wielu wyborców. Ale sądzę, że jest w naszym kraju dużo osób wystarczająco świadomych i wychowanych, żeby mogły się ugryźć w język przed palnięciem tak ślepej oceny.
Nie muszę mówić, jak bardzo tresują w nas takie zachowania media internetowe i poziom dziennikarstwa. Wiecie, za czasów nazistowskich Niemiec nie było nawet powszechnie telewizji, a i tak wystarczyło na swój efekt. Dziś media zmieniają nas dużo intensywniej. Aż dziwne, że w tych warunkach historia póki co nie powtarza się. Choć ludobójstwa nadal są, np. zbrodnie Chińczyków na Ujgurach, które nie wydają się zbyt interesujące dla zachodnich mediów. Nie słyszałem, żeby ktoś robił protesty, manifestacje, albo przyklejał się do jezdni, żeby jego rząd coś z tym zrobił. Jeszcze ciekawsze, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby odpowiedni ludzie potrafili sobie radzić z nadużywaniem technologii? Może pojawiłby się genialny wynalazca, który stworzyłby rozwiązanie problemu pogrążającego naszą planetę plastiku? Wyspa plastiku na Pacyfiku, ta 5 razy większa od Polski, raczej jest uznawana za przerastający nas problem. Ale sądzę, że i z większymi okropieństwami poradzi sobie nasza cywilizacja, jeśli będziemy naprawdę robili to, co do nas należy.
Wracając jeszcze do oceniania polityków i ludzi w ogóle. Nie tak dawno rozmawiałem z kimś o narkotykach, i o tym, że większość z nich, w przeciwieństwie do alkoholu, nie powoduje agresywnych zachowań. Padł też argument, że gdyby je zalegalizować, to może ludzie by złagodnieli i przestali by stosować przemoc. Nie dokończyliśmy tej rozmowy, ale pchnęła mnie ona do takich przemyśleń 1)..Generalnie uważam, że jeśli ktoś boi się cudzego albo swojego gniewu, to nic dobrego z tego nie wynika. 2) Bardzo nie lubię oceniania innych ludzi, a także pochopnego skreślania jakichś zachowań jako złe 3) Finalnie, pomyślałem, że przydałby się społeczeństwu jakiś organ, który zajmuje się… skutecznym ocenianiem ludzkich wyborów. Żeby było mniej chaosu, w tym co ludzie mówią, żeby używanie rozumu przestało być wstydliwe. No i żeby było mniej czczych rozmów, jak „ja mówię, że tak należy postępować, bo widziałem kiedyś to, a to”. Żeby było mniej oceniania ludzi, bezsensownych opinii, piętnowania milionów osób bez powodu i stężonej nienawiści w atmosferze. Nie mam na myśli modnych mediów i twórców, którzy ukrywają przed odbiorcą większość swojego przekazu. Mam na myśli ludzi, którzy otwarcie opierają się na czymś więcej, niż oni sami i nie muszą tego wstydzić. Na swoim doświadczeniu życiowym, wiedzy, która kosztowała tysiąca lat pracy, na czymś innym niż możliwości jednej osoby. Jeszcze niedawno niektórzy chcieli słuchać takich autorytetów, sądząc, że ich potrzebują. No, ale może już wyrzuciliśmy je na śmietnik, uznając będzie nam się lepiej żyło, wielbiąc niezależność i unikatową indywidualność. To by oznaczało, że zasłużyliśmy na cały ten chaos, a ocean plastiku na spółę z poczuciem winy będą nas żreć dalej. I wiecie co? Będą miały całkowitą rację.

Komentarze
Prześlij komentarz